Sebastian Kościuk

Sebastian Kościuk, poznałem go w 1998 roku podczas odbywania zasadniczej służby wojskowej w Lublińcu. Cóż mógłbym o nim powiedzieć? Prawdę powiedziawszy mógłbym powiedzieć dużo, ale nie w tym rzecz. Postaram się streścić w kilku słowach. Wspominam go jako człowieka z zasadami, chwytającego życie garściami, żyjącego ciągle na pełnych obrotach, obłąkańczo zachłystując się życiem. Pełen pogody ducha. Nie było dla niego rzeczy niemożliwych, jeżeli miał problem, to wiedział, że rozwiązanie go jest kwestią czasu. W świecie otaczającym, codzienności szarego życia, wykazywał się silnym charakterem jak też osobowością.
Był uczestnikiem „Ekstremalnej Dwójki” organizowanej jak co roku przez pana Arkadiusza Kupsa, byłego oficera 56 Kompani Specjalnej ze Szczecina, zwanej „Szczecińskim Specnazem”. Przeszedł ją do końca, mieszcząc się w pierwszej dziesiątce. W wojsku, podczas ćwiczeń, długotrwałych marszy, w ciągłym biegu, który nas otaczał, nierzadko zakładając dwa plecaki, spędzając wiele godzin w chłodzie, po niesłychanych męczarniach, nawykły do wszelkiego gwałtu moralnego nigdy się nie poddawał, brnął do samego końca.
Jego powiedzenie „ że ból wzmacnia charakter, a słodycze go psują”, pozostały w mojej głowie po dziś dzień,i często je cytuje z lekkim uśmiechem.
Zszedł z warty 27.01.2010 roku, porzucając wówczas, coś co miał najdroższe, własne życie. Trwał na niej do samego końca, to była jego „złota warta”. Ostatni rok chorował na białaczkę. Maszerując dzień za dniem ku absolutnej niepewności, dochodząc do ostatniego zakrętu, gdzie wszelka nadzieja umiera, mocno wierzył. Powtarzał „że to nadzieja odchodzi ostatnia” i z tą nadzieją opuścił swój posterunek. Tego dnia zgasła wszelka nadzieja. Dziś błąka się korytarzami przemierzając je wzdłuż i wszerz, korytarzami o kunsztownej architekturze i barw wspaniałej przyrody, korytarzami o których nie mamy żadnego pojęcia. Dokąd prowadzą? Czy na końcu tej wielkiej niewiadomej czeka zbawienie? Ów ogromny świat, którego potęgi i siły nie znamy.
Był człowiekiem nie do zdarcia i takiego go zapamiętam. Jeżeli cenicie ludzi tego pokroju, to po przeczytaniu tego tekstu, w ostatecznym rozrachunku poświęćcie jedną minutę na refleksję i zadumę, nie jak to się zazwyczaj robi, na ciszę.